Sao Beach
Azja,  Podróże,  Wietnam

Czy warto odwiedzić wyspę Phu Quoc?

Wyspa Phu Quoc to największa wyspa Wietnamu. Położona w Zatoce Tajlandzkiej tuż przy granicy z Kambodżą zajmuje obszar 574 km². Na krótkie plażowanie podczas naszej wyprawy do Wietnamu wybraliśmy właśnie wyspę Phu Quoc. Zaintrygowały mnie dość zróżnicowane opinie na temat tej wyspy, pretendującej do tytułu wietnamskiej rajskiej wyspy na podobiznę tajlandzkiego Phuket. Dla wielu była ona rozczarowaniem, inni zaś wrócili z niej bardzo zadowoleni. Dlatego za wszelką cenę chciałam sprawdzić, jakie będą moje wrażenia po pobycie na Phu Quoc 🙂

JAK DOSTAĆ SIĘ NA PHU QUOC?

Do wyboru są dwie opcje – samolotem albo promem. Jeśli czytaliście poprzedni wpis z serii postów wietnamskich, to już wiecie, którą opcję ja wybrałam w przypadku podróży na wyspę 🙂 Jeśli chcecie nadrobić, to zapraszam do zajrzenia TUTAJ.

Samolotem czy promem na Phu Quoc

Większość ludzi wybiera wygodniejszą, szybszą i trochę droższą opcję dotarcia na wyspę, czyli samolot. Samoloty latają z wielu miast Wietnamu, najczęściej zaś z Ho Chi Minh i Hanoi. Z łatwością sprawdzicie dostępne połączenia np. w wyszukiwarce lotów, np. skyscanner. Możecie też szukać lotów bezpośrednio na stronach przewoźników:

Na wyspę Phu Quoc dotarliśmy promem z miasta Ha Tien. Jeszcze raz zachęcam Was do przeczytania tego POSTA – mieliśmy niezłą przeprawę z przygodami! Wybór popłynięcia na Phu Quoc promem z Ha Tien z pewnością pozwolił nam na oszczędność pieniędzy, za to zdecydowanie nie oszczędziliśmy na czasie. Ale wtedy nie to było najważniejsze! Celem było zbieranie doświadczeń, poczucie na własnej skórze, co to znaczy prawdziwy Wietnam!

Prom na Phu Quoc

W drugą stronę wybraliśmy samolot. Dlaczego? Zdecydowaliśmy się na lot powrotny z powodów logistycznych – przed nami było jeszcze zwiedzanie drugiej części kraju, masa niezwykłych miejsc, które chcieliśmy za wszelką cenę odwiedzić w tej podróży, a czas pobytu kurczył się niemiłosiernie szybko. Konieczna była szybka i zdecydowana kalkulacja – kiedy ruszamy w dalszą podróż po krótkim lenistwie na plaży, z czego jesteśmy w stanie zrezygnować, a co koniecznie chcemy zobaczyć.

Po pierwsze – elastyczność

Wiecie, co dla mnie jest najlepsze w takiej podróży? ELASTYCZNOŚĆ! Na nasz wyjazd do Wietnamu mieliśmy założone ramy czasowe, ograniczał nas lot powrotny do Polski. Oczywiście był wstępnie zrobiony plan wyjazdu, ale obiecaliśmy sobie, że to nie będzie sztywny plan nie-do-zmiany. Podróże, tak jak życie bywają nieprzewidywalne, czasem trzeba na bieżąco dostosowywać się pod nadchodzące warunki 😉

Lot z Phu Quoc do Hanoi – stolicy Wietnamu – kupiliśmy dzień przed odlotem. Nie było problemu z dostępnymi miejscami. Z czystym sumieniem polecam Wam linie lotnicze Bamboo Airways. Możecie się śmiać z nazwy (sama się śmiałam na początku), ale w rankingu z VietJetAir i Jetstarem wygrywają! Podczas pobytu w Wietnamie leciałam wszystkimi tymi liniami i moje doświadczenia układają na pierwszym miejscu Bamboo, na drugim Jetstar, a na końcu VietJetAir – więcej praktycznych informacji już niedługo w obiecanym wpisie na temat organizacji wyjazdu do Wietnamu.

Na wyspie jest nowe lotnisko – Phu Quoc International Airport, oddalone ok. 10 km od miejscowości Duong Dong.


! PRAKTYCZNA INFORMACJA !
Na wyspie nie funkcjonuje Grab (taki azjatycki Uber), więc będziecie zmuszeni do skorzystania z usług taksówkarzy. Na szczęście ceny nie są zbyt wysokie.

DUONG DONG I ROSYJSKIE DISCO

Marzyłam o noclegu w małym bungalowie przy plaży, albo chociaż mniejszym domku niedaleko plaży. Trochę wyszedł klops! Nocleg na Phu Quoc rezerwowaliśmy kilka dni wcześniej przez booking.com wyszukując tylko bungalow albo domek. Znaleźliśmy fajny obiekt, zdjęcia w porządku, cena super, opis i opinie najlepsze! Zarezerwowaliśmy na dwie noce, bo nie było możliwości bezpłatnego odwołania rezerwacji.

Nocleg przy plaży

Już jak podjeżdżaliśmy taksówką dziwiłam się, że coraz bardziej oddalamy się od wybrzeża. Na miejscu okazało się, że wcale to nie żaden domek, ani bungalow, a do morza to trochę dalej niż myślałam. Nie byłoby tego złego, gdyby nie pokój, który okazał się klitką, która miała bardzo mało wspólnego ze zdjęciami na bookingu. Byliśmy już naprawdę zmęczeni, ale mój waleczny mąż uparł się, żeby poszukać innego lokum. Recepcjonista z poprzedniego noclegu nie robił nam żadnych problemów, więc po prostu powiedzieliśmy, że odwołujemy rezerwację i poszliśmy szukać dalej.

Nocleg znaleźliśmy w pobliżu feralnego “pokoju”, a więc też nie na plaży, ale było o niebo lepiej 🙂
Wreszcie mogliśmy pobiec przywitać się z morzem!

Dla kogo hotele

W Duong Dong jest wiele hoteli, w nazwach mają zazwyczaj “spa” i “resort”, często też mają wydzielone prywatne plaże, gdzie zwykły szaraczek nie z hotelu nie może się rozłożyć. Najdłuższą plażą jest Long Beach i ma ona odcinki hotelowe, publiczne, mniej i bardziej wyglądające i czyste. Działa przy niej mnóstwo pubów i barów. W paru miejscach można się wybrać na masaż.

Czytałam mnóstwo opinii, że jest straszny syf na plaży, że wszędzie wysypywane są śmieci. Szczerze Wam powiem, że ja takiej masakry tam nie widziałam. Oczywiście, odcinki zagospodarowane przez hotele były najprzyjemniejsze – czyściutkie, równiutkie, z pięknymi palmami, leżakami, a w nocy oświetlone lampionami, czy innymi lampkami. Ale miejsca, gdzie my plażowaliśmy nie były wcale zaśmiecone, zdarzały się za to opuszczone bungalowy czy inne place budowy w pobliżu.

W okolicy hoteli znajdziecie najdroższe restauracje i sklepiki. Gwarantuję Wam, że znajdziecie dużo tańsze miejsca z lepszym jedzeniem jak trochę pospacerujecie. Różnice w cenie mogą dochodzić do 50%. Nam zależało na lokalnym i tańszym jedzeniu, więc szukaliśmy miejsc, gdzie było jak najmniej turystów.

Jak myślicie, jakiej narodowości turyści przodowali w Duong Dong? Skoro zapadał zmrok, wystarczyło przejść się główną ulicą i z co drugiej knajpki dochodziły odgłosy ruskiego disco, a kelnerzy wołali “Zdrastwujtie!”

Spacerując czasem po plaży miałam wrażenie, że wyspa Phu Quoc została opanowana przez Rosjan.

JAZDA NA SKUTERZE NIE TAKA STRASZNA

Nie samą plażą żyje człowiek na wakacjach! Nasz plan na wyspę Phu Quoc obejmował przede wszystkim wynajęcie skutera i eksplorowanie wyspy. Z wynajęciem skutera nie będziecie mieć żadnego problemu, znajdziecie dużo wypożyczalni, a dodatkowo wiele obiektów oferuje je na wynajem. W naszym apartamencie również mieliśmy możliwość wynajęcia skutera po cenie niższej niż w wypożyczalni, bo za 100.000 VND/dzień (ok. 5 dolarów).

Główne drogi na Phu Quoc są bardzo dobre, ale nie ma ich zbyt wiele. Tłoczno się robi jedynie w większych miejscowościach, więc jazda po wyspie jest dużo bezpieczniejsza niż w dużych miastach w Wietnamie. Boczne drogi jednak zazwyczaj nie są asfaltowe, więc zwracajcie uwagę na oznaczenia i wielkość dróg na google.maps, żeby później nie wpakować się w jakąś nieprzyjemną sytuację.

ATRAKCJE NA WYSPIE

Pagoda Ho Quoc i kolejka linowa

Naszym skuterem najpierw wybraliśmy się na południe wyspy, żeby odwiedzić największą pagodę buddyjską na Phu Quoc – Ho Quoc, która powstała dość niedawno, bo dopiero w 2012 r. Cały kompleks jest duży, a świątynia robi wrażenie – jest pięknie położona nad morzem. Ponoć warto się do niej wybrać na wschód słońca!

! PRAKTYCZNA INFORMACJA !
Przy świątyni jest duży parking oraz stołówka, gdzie każdy przybysz otrzyma darmowy posiłek 🙂 Warto skorzystać, mnisi poczęstowali nas wyjątkowo dobrą zupą i ryżem z warzywami.

Dalej pojechaliśmy w kierunku An Thoi, żeby przejechać się najdłuższą kolejką linową na świecie! Tak, Wietnam ma najdłuższą taką kolejkę na świecie, która na dodatek przebiega przez kilka wysepek archipelagu An Thoi. Kolejka zabierze Cię na wyspę Hon Thom, na której jest przepiękna rajska plaża oraz ogromny park rozrywki, aktualnie jeszcze w budowie.

Kolejka linowa została uruchomiona w 2018 r., a więc wszystko jest nowe i właściwie dopiero zaczyna funkcjonować. Na wyspie Hon Thom działają już knajpki i restauracje. Widoki, jakie można podziwiać z wagonika są zachwycające! Kolejka linowa i powstający park rozrywki na Hon Thom to ogromna inwestycja w trakcie realizacji. TUTAJ jest osobny wpis na jej temat 😉

Wyprawa na północ

Na kolejny dzień zwiedzania wyspy na skuterze obraliśmy kierunek – północ! Za cel postawiliśmy sobie poszukiwania dzikich i pustych plaż. Obraliśmy kierunek na Hòn Một – most na wyspę dla pieszych (zdjęcie znalezione gdzieś w czeluściach internetu zachęciło nas do odwiedzenia tego miejsca). Na północ wyspy droga wiedzie przez dżunglę – olbrzymia część obszaru należy do Parku Narodowego Phu Quoc. Droga była puściutka, jedyne odgłosy, jakie można było usłyszeć to warkot naszego silnika i te dochodzące z wnętrza dżungli.

Dojechaliśmy do miejsca oznaczonego na mapie jako Hòn Một. Most był wąski, wysepka mała i pusta – niestety nic poza tym. Widoki nie były za piękne, mostek się rozwalał, w wielu miejscach leżały śmieci. Znajdowały się tam jakieś stoliczki, które może w jakimś momencie miały posłużyć za resturację. Udało nam się jedynie kupić puszkę coli i pojechaliśmy dalej.

Północ wyspy była pusta i w żaden sposób niezagospodarowana. Przejeżdżaliśmy przez malutkie wioski, można było poobserwować życie ludzi, ale niestety na piękne plaże nie trafiliśmy. Wówczas jeszcze niestrudzeni – kontynuowaliśmy poszukiwania i pojechaliśmy dalej – w okolice Lê Bát.

Niestety nawigacja zawiodła nas kilka razy: raz poprowadziła w sam środek wioski i czyjeś podwórko, kolejny raz prosto na dziurawy most, a na koniec gruntową, wyboistą drodzą aż pod szlaban. W ostateczności dotarliśmy nawet do jakiejś plaży, ale to nie było to, na co liczyliśmy. Zmęczeni i lekko zdenerwowani wróciliśmy do Duong Dong.

Plaża Sao Beach

Nieudane poszukiwania plaży zrekompensowaliśmy sobie kolejnego dnia, kiedy pojechaliśmy na sławną plażę Sao Beach na południe wyspy. To miejsce popularne wśród turystów i z tego powodu często zatłoczone. My byliśmy tam już dość wcześnie i tłumów na szczęście nie było 🙂 Spędziliśmy bardzo przyjemnie połowę dnia – plaża ma biały jak mąka piasek (całkiem inny niż na Long Beach) i liczne huśtawki w różnych miejscach. Są restauracje, leżaki i toalety i oczywiście kolejne hotele w budowie. Z tej strony wyspy wieje też dość mocny wiatr i na Sao Beach można popróbować różnych sportów wodnych.

Cho Dem Night Market

Znany na całą wyspę nocny targ zostawiliśmy sobie na sam koniec pobytu na Phu Quoc. Pojechaliśmy tam już po zachodzie słońca, market był już wypełniony ludźmi. Możecie tam skosztować najróżniejszych owoców morza, kupić pamiątki czy owoce. Z każdej strony ktoś będzie chciał Wam sprzedać gałązki pieprzu albo kolczyki z hodowanych na Phu Quoc pereł. Mimo wszystko night market na Phu Quoc był niesamowicie kolorowy i ujmujący na swój sposób. Zaopatrzyliśmy się w kilka drobych pamiątek oraz wreszcie kupiliśmy duriana.

W ostatni wieczór na plaży postanowiliśmy spróbować najbardziej śmierdzącego owocu na świecie – duriana, o którym pisałam już TUTAJ. Na straganie owoc został przygotowany, czyli rozłupany, a jego miąższ znalazł się w osobnym pudełeczku. Osobiście nie zostałam miłośniczką duriana. Spodziewałam się jednak gorszego smaku i zapachu, a wcale nie było tak strasznie, jak niektórzy mówią. Ciężko porównać smak tego specyficznego owocu do czegokolwiek, trochę przypominał słodki ser pleśniowy z bardzo mdlącym zapachem. Zdecydowanie nie smakował jak żaden owoc i nie rozumiem, jak niektórzy ludzie mogą się dopatrywać w nim smaku truskawki czy banana!? Ale może durian durianowi nie równy 🙂

Czy warto odwiedzić wyspę Phu Quoc? Osobiście uważam, że jak najbardziej! Nasz krótki pobyt na wyspie staraliśmy się w pełni wykorzystać i do tego połączyć go z odrobiną plażowania 🙂 Nie udało się nam zwiedzić wszystkich polecanych miejsc na wyspie (np. Coconut Tree Prison), ale jestem bardzo zadowolna z pobytu. Największe wrażenie na mnie wywarła kolejka linowa, chyba jeszcze nigdy wcześniej nie mogłam podziwiać takiego pięknego krajobrazu z tak niesamowitego miejsca!

To już kolejny post z serii postów o Wietnamie. Jeśli planujecie podróż do tego kraju to polecam lekturę moich pozostałych wpisów! Dowiecie się, gdzie byłam i w jaki sposób organizowałam pobyt, przejazdy czy wycieczki.

  1. Tymczasem w Sajgonie… czyli krótki przewodnik po mieście,
  2. Na tropie duriana, czyli co kryje Delta Mekongu,
  3. Jak dotrzeć na wyspę Phu Quoc?
  4. Najdłuższa kolejka linowa na świecie – Phu Quoc,
  5. Zatoka Ha Long – czy jednodniowa wycieczka ma sens?
  6. Hanoi – czy stolica Wietnamu może zachwycić?
  7. Kawa po wietnamsku – krótki przewodnik
  8. Hoi An – 5 rzeczy, które musisz zrobić w mieście lampionów
  9. Jak uszyć sukienkę w Wietnamie w dwa dni?

komentarze 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: