Azja,  Podróże,  Wietnam

Jak dotrzeć na wyspę Phu Quoc?

Dworzec autobusowy w Can Tho

Jak pisałam w poprzednim poście, z największego miasta Delty Mekongu – Cần Thơ, ruszyliśmy w stronę miasta portowego o dźwięcznej nazwie Hà Tiên. Postanowiliśmy pokonać ten odcinek (ok. 160 km) lokalnym autobusem. Skierowaliśmy więc kroki w stronę dworca autobusowego (Bến Xe Trung Tâm Thành phố Cần Thơ) położonego na obrzeżach miasta.

Po drodze natknęliśmy się na wesele zorganizowane w namiocie tuż za barierkami autostrady 🙂

Podróż lokalnym autobusem

Dworzec był dość spory – robił wrażenie całkiem cywilizowanego. Na stanowisku jednego z największych przewoźników w Wietnamie – FUTA Bus Lines – spytaliśmy o kurs do Ha Tien. Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że bezpośrednich kursów do Ha Tien nie ma, a cena jest sporo wyższa od tej, którą zakładaliśmy! Ich autobusy kursują tylko do Rạch Giá, które znajduje sie w połowie drogi do naszego celu.

Takie rozwiązanie nas nie urządzało, więc zaczęliśmy pytać kierowców mniejszych autobusów, czy któryś przypadkiem nie jedzie bezpośrednio do Ha Tien.

Jak się pewnie domyślacie, dość szybko znalazł się ktoś taki 🙂 Szkopuł w tym, że autobus odjeżdżał za 5 minut, a kierowca nie rozumiał nic po angielsku!

Smartfony i LTE

Jak najlepiej porozumieć się z Wietnamczykiem? Oczywiście po wietnamsku! W tej sytuacji ratuje nas translator.

Wystarczy Wam darmowy tłumacz google i zmiana klawiatury na wietnamską. Nie wszyscy w Wietnamie posiadają smartfony, często starsi ludzie nie potrafili przekazać informacji, na której nam też bardzo zależało. Wtedy wietnamska klawiatura na moim smartfonie ułatwiała sprawę 🙂

Nie martwcie się o internet! LTE jest dosłownie wszędzie! 😀

Wreszcie w Ha Tien

Przy pomocy translatora upewniliśmy się (ze trzy razy), że nasz kierowca jedzie do Ha Tien, a nie tylko do Rach Gia. Cena przejazdu wyniosła 170.000 VND/os (ok. 28 zł) zamiast 250.000 VND (ok. 42 zł) w FUTA BUS.

Na wejście dostaliśmy plastikowe jednorazówki – na nasze buty. W autobusie wszyscy podróżowali boso 😛

Byliśmy tam jedynymi turystami – w połowie zapełnionym autobusie siedzieli sami Wietnamczycy, nie zwracali jednak na nas żadnej uwagi. Uwierzcie mi, że po paru kilometrach marszu w palącym słońcu i z ciężkim plecakiem byłam naprawdę zmęczona, a autobus był wygodny, można było się rozciągnąć na fotelach! Oczywiście po paru chwilach już spałam…

Wysiadka!

Obudziły mnie (po kilku godzinach) głośne krzyki skierowane w naszą stronę. Autobus zatrzymał się w środku „niczego” i kierowca wyraźnie czegoś od nas chciał. W końcu któryś z pasażerów łamaną angielszczyzną i gwałtowną gestykulacją wytłumaczył, że musimy natychmaist wysiąść, żeby móc jechać dalej. Ktoś inny wskazał na starszego mężczyznę powatarzając: „he’s leader, leader!”. Oszołomieni wyszliśmy razem z „liderem” i zanim się spostrzegliśmy, autobus odjechał z piskiem opon. Obok chyliły się zniszone chaty, a przy stolikach koło maleńkiej budki z jedzeniem siedziało trzech zdziwionych Wietnamczyków.

Sytuacja dość nieciekawa. Nie tylko nie mieliśmy żadnego biletu na dalszy przejazd, byliśmy dopiero w połowie drogi, a co najgorsze powoli zaczynało się ściemniać… Byliśmy pewni, że padliśmy ofiarą oszustwa!

Po parunastu minutach rozpaczliwych prób porozumienia się, pojawiła się nastolatka, z którą wreszcie zdołaliśmy się dogadać. Translator po raz kolejny poszedł w ruch! 😀 Na szczęście nie zostaliśmy oszukani, musieliśmy tylko chwilę poczekać na transport. Za pół godziny przyjechał maleńki busik, kierowca dostał od dziewczyny jakieś pieniądze i pojechaliśmy. Większość podróży jechaliśmy z otwartymi drzwiami – kierowca zbierał ludzi z wiosek.

Było trochę hardkorowej jazdy, ale najważniejsze, że dotarliśmy do Ha Tien! Nieważne, że dopiero po 7 godzinach! Pozostało tylko znaleźć nocleg na jedną noc.

A tak wyglądał poranek w Ha Tien następnego dnia 🙂

Płyniemy na Phu Quoc

Następnego dnia rano w Ha Tien szukaliśmy kawy i portu, z którego odpływają promy na wyspę Phu Quoc. Dotarliśmy na przystań promową – Bình An Hà Tiên i kupiliśmy bilety na tzw. slow ferry tego przewoźnika. Podróż trwała ok. 3,5 h.

! WAŻNE INFORMACJE !

  • Przy zakupie biletów miejcie przy sobie paszport, będzie potrzebny przy rezerwacji miejsc.
  • Biletów nie trzeba kupować dużo wcześniej – my kupiliśmy godzinę przed odpłynięciem promu, nie było żadnego problemu z miejscami, statek właściwie był w połowie pusty.
  • Cena biletu: 185.000 VND/os (ok. 31 zł) – informacja na grudzień 2019
Hamaki w poczekalni
Tak to można czekać na prom!

Jeżeli jesteście ciekawi, gdzie byłam i co robiłam w Wietnamie przed wyspą Phu Quoc to zapraszam do czytania innych wpisów: tu i tu.

Wszystkie posty z serii postów o Wietnamie znajdziecie poniżej:

  1. Tymczasem w Sajgonie… czyli krótki przewodnik po mieście,
  2. Na tropie duriana, czyli co kryje Delta Mekongu,
  3. Czy warto odwiedzić wyspę Phu Quoc?,
  4. Najdłuższa kolejka linowa na świecie – Phu Quoc,
  5. Zatoka Ha Long – czy jednodniowa wycieczka ma sens?
  6. Hanoi – czy stolica Wietnamu może zachwycić?
  7. Kawa po wietnamsku – krótki przewodnik.
  8. Hoi An – 5 rzeczy, które musisz zrobić w mieście lampionów.
  9. Jak uszyć sukienkę w Wietnamie w dwa dni?
podpis
NEWSLETTER
Wyrażam zgodę na prze­twa­rza­nie po­da­nych wyżej danych osobowych w celu otrzymywania informacji handlowych, marketingowych i reklamowych. MailChimp ( more information )
Chcesz otrzymywać wartościową wiedzę, porady i opinie wcześniej niż inni? Zapisz się na mój newsletter i odbierz darmowy prezent - podróżną check-listę!
Szanuję Twoją prywatność! Nie będę rozsyłać spamu. W każdej chwili będziesz mógł zrezygnować z otrzymywania newslettera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: