Azja,  Podróże,  Wietnam

Na tropie duriana, czyli co kryje Delta Mekongu

Delta Mekongu to najbardziej urodzajny region Wietnamu, gdzie można zakosztować w soczystych tropikalnych owocach, spróbować duriana, wczesnym rankiem udać się na „pływający targ” i łódkami eksplorować zakątki Mekongu, jego niezliczone kanały, dorzecza czy wysepki.

Sposób na Deltę Mekongu

Ze względu na nasz napięty plan, na zwiedzanie Delty przeznaczyliśmy 2 dni. Zdecydowaliśmy się skorzystać z usług jednej z licznych agencji turystycznych w Ho Chi Minh o zachęcającej nazwie Candy Travel i zapisać się na zorganizowany wyjazd. Cena 2-dniowej wycieczki wyniosła ok. $21/os i obejmowała przejazd, nocleg (w wybranej klasie hotelu), obiad, wstępy i towarzystwo, jak się później okazało, śpiewającego przewodnika Tucka 😀

Jeżeli nie wybieracie się do Delty Mekongu na własną rękę to proponuję wybrać wyjazd zorganizowany. Do wyboru macie wycieczkę jednodniową bądź dwudniową. Opcja wycieczki jednodniowej nie przewiduje odwiedzenia tzw. pływającego targu, także weźcie to pod uwagę planując wyjazd 🙂

Poszukiwania

Wyruszyliśmy rano sprzed naszego hostelu po małym falstarcie. O co chodziło? Już tłumaczę 😛

Po części z naszej nieostrożności, a po części z wiary w to, co mówią Wietnamczycy, wsiedliśmy nie do tego autobusu, do którego mieliśmy wsiąść 😉 Autobus oczywiście również jechał do Delty Mekongu, a pan potwierdził, że mamy wsiadać. Na nasze szczęście, dość szybko, bo jeszcze w Sajgonie okazało się, że jednak jesteśmy nadprogramowymi gośćmi, więc „obca” wycieczka podrzuciła nas z powrotem w pobliże hostelu. Udało nam się zdążyć na naszego PRAWIDŁOWEGO busa i wycieczkę 🙂 W głównej mierze dzięki temu, że delikatnie się spóźnili.

! INFORMACJE PRAKTYCZNE !

Wybierając się na zorganizowaną wycieczkę z wietnamską agencją turystyczną zawsze:

  • przed zakupem odwiedzcie kilka agencji, żeby zorientować się w cenach,
  • TARGUJCIE SIĘ i łatwo nie odpuszczajcie (niech Was nie zmylą telefony agenta, który twierdzi, że musi sprawdzić, czy w ogóle jest miejsce w hotelu na dany dzień i każdą Waszą kontrofertę cenową musi skonsultować z szefem). Da się utargować dobrą cenę, a żadne hotele nie były pełne, mimo że wycieczkę kupowaliśmy wieczorem dnia poprzedniego!
  • dokładnie ustalcie, co jest wliczone w cenę,
  • zabierzcie dokument potwierdzający Wasze uczestnictwo w wycieczce,
  • poproście o wpisanie wszystkich dodatkowych usług, które zamawiacie, na tym dokumencie, np. obiad wegetariański, czy wyższy standard pokoju w hotelu,
  • zapiszcie numer telefonu kontaktowego do osoby, która będzie odpowiadała za wycieczkę i odbierze Was z hostelu,
  • przed wejściem do autobusu pokażcie dokument potwierdzający Wasze uczestnictwo, w ten sposób najszybciej i bez przygód ustalicie, czy to dobry autobus 😉

Gdzie my jesteśmy!?

Pierwszy punkt wycieczki, a właściwie przystanek na trasie, przerósł nasze najśmielsze oczekiwania! Było to miejsce, gdzie czekała nas prezentacja rodem z telezakupów „Mango”… Pomyślałam wtedy, że nasza „wspaniała” zorganizowana wycieczka zaczyna się nieźle. Na prezentacji mieliśmy ubaw po pachy! Miła pani prezentowała nam produkty wytworzone z włókna kokosowego. Hitem okazała się szalo-sukienka magic scarf– nieokreślona część garderoby, którą można było nosić na 27 różnych sposobów ;P Hmmm mimo wspaniałej reklamy, podarowaliśmy sobie zakupy 😀

Rejs po Delcie Mekongu

Następnie udaliśmy się w rejs na cztery wyspy na Mekongu, zlokalizowane w pobliżu miejscowości My Tho, które zostały nazwane od stworzeń czczonych w wietnamskiej mitologii – feniksa, jednorożca, smoka i żółwia. Na wyspach znajdują się liczne sady owocowe, pasieki czy małe przydomowe manufaktury produkujące cukierki kokosowe. Polecam spróbować cukierków prosto z blachy, jeszcze ciepłe są najlepsze 🙂

Program wycieczki był dość napięty. Miałam wrażenie, że przechodziliśmy z punktu do punktu, od atrakcji do atrakcji…najpierw przeprawa większą łodzią na wyspę, gdzie już czekała na nas degustacja miodu i pyłku pszczelego. Po chwili przewodnik Tuck prowadził nas dalej, gdzie najodważniejsi mieli okazję zrobić sobie zdjęcie z olbrzymim pytonem!

Takie to wszystko na pokaz… Mimo wszechobecnego pośpiechu starałam się czerpać z tej wycieczki i z miejsc, które odwiedzaliśmy, ile tylko się dało.

Kolejną atrakcją przewidzianą w programie była degustacja owoców (durian nie został przewidziany) połączona z występem lokalnych muzyków.

Najbardziej zrobiło na mnie wrażenie przemieszczanie się łódkami wzdłuż wąskich rzecznych kanałów. Połączenie (dosłownie) żółtej wody w Mekongu i soczystej zieleni drzew palmowych tworzy niesamowitą scenerię!

Atrakcje na każdym kroku

Na jednej z wysepek udaliśmy się na lunch, który jak pisałam wcześniej był w cenie wycieczki. Nie spodziewajcie się bogatej uczty 😉 My dostaliśmy nieokreśloną zupę, a na drugie danie ryż z kawałkiem wieprzowiny (chyba), do tego jakieś warzywo i kilka malutkich sajgonek. Jak dla mnie taki posiłek był wystarczający, aczkolwiek nie uplasował się nawet w pierwszej dziesiątce mojego rankingu najlepszych posiłków w Wietnamie.

Po lunchu był „czas wolny”, więc wybraliśmy się na spacer po okolicy. Oprócz różnych drzew owocowych, pod którymi wisiały hamaki idealne na krótką drzemkę poobiednią, niespodziewanie trafiliśmy na kolejną atrakcję – zagrodę z krokodylami. Chętni mogli nakarmić je rybami. Ja zdecydowanie nie przepadam za tego typu „żywymi” atrakcjami. Na szczęście później mieliśmy bardzo malowniczą przeprawę łódką!

Kupując wycieczkę do Delty Mekongu pytajcie, czy jest możliwość zamówienia ryby na lunch i chodzi mi tutaj o konkretną rybę – przysmak Mekongu – rybę ucho słonia 🙂 Niestety nie wiedzieliśmy, że jest taka możliwość, a na pewno warto trochę dopłacić i dostać na lunch ciekawie podaną rybę.

Pagoda Vinh Trang

Kolejnym miejscem na trasie naszej wycieczki była buddyjska pagoda Vinh Trang w pobliżu miasta Mỹ Tho. Spójrzcie jak jest pięknie zdobiona i te równiutko przycięte drzewka bonsai.

W tym miejscu kończyła się wycieczka jednodniowa. Osoby, które wybrały tą opcję, po zwiedzaniu pagody przesiadały się do autobusu, który zabierał je do Sajgonu.

A my pojechaliśmy dalej 🙂

Cần Thơ

Dzień zakończyliśmy wieczorem dojeżdżając do miasta Can Thonajwiększego miasta Delty Mekongu. Okazuje się, że standard hotelu, w którym zostaliśmy zakwaterowani, przerósł nasze oczekiwania (na plus). Fajny akcent na koniec dnia. Mimo zmęczenia wychodzimy na miasto, które w miarę zwiedzania prezentuje się coraz lepiej. Zahaczamy o nocny market, gdzie Mikołaj przymierza Rolexa 😛 Spacerujemy promenadą nad rzeką, a na zakończenie udajemy się na słynną „ulicę jedzeniową” – De Tham.

Najlepszy na świecie świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy wypiłam właśnie tam 🙂

Targ Cai Rang

Czego najbardziej nie mogłam się doczekać odwiedzając Deltę Mekongu? Zdecydowanie wypłynięcia rano na targ Cai Rang, czyli „pływający targ”. Skąd taka nazwa? A stąd, że cały targ odbywa się na rzece na łódkach – mniejszych i większych. Miejscowi handlarze sprzedają uprawiane warzywa i owoce, ale nie tylko – ryby, owoce morza i mięso też się znajdzie.

Na masztach niektórych łodzi można zauważyć przyczepione atrybuty – są to swoiste znaki informujące o tym, co sprzedawane jest z danej łodzi. Są też łódki „usługowe”, które krążą korytarzami pomiędzy innymi łodziami i oferują kawę, przekąski czy słynne kanapki bahn mi.

Mam wrażenie, że życie na rzece Mekong toczy się własnym tempem, dni liczone są od bardzo wczesnego świtu, kiedy to zaczyna się targowisko. Pomimo tego, że trwa ono praktycznie cały dzień, warto wybrać się wcześnie rano!

Bieda i śmieci

Jeżeli spodziewacie się przejrzystej wody w rzece, czystych, wypolerowanych łódeczek i pięknych domków nad brzegiem to będziecie zawiedzeni. Domy i magazyny praktycznie chyboczą się dolepione do brzegu. Do ich budowy użyto prawdopodobnie wszystkiego, co było pod ręką. Woda w Mekongu przybiera brunatny kolor. A mimo wszystko odwiedzenie targu Cai Rang było wspaniałym doświadczeniem!

Odwiedziliśmy jeszcze fabrykę makaronu hu tieu. Powstaje on z rozgotowanej masy ryżowej, którą smaży się jak bardzo cienkie naleśniki, później suszy się je na słońca, by w końcu pociąć je na długie wstążeczki.

Pomimo tego, że praktycznie na każdym kroku można było kupić owoce, w tym sławnego duriana, spróbowaliśmy go dopiero kilka dni później w dalszej części naszej podróży 🙂 Durian to ponoć najbardziej śmierdzący owoc świata, jest też dość drogi. Nasze wrażenia z degustacji opisałam TUTAJ.

Później przycumowaliśmy jeszcze do jednej wysepki, gdzie można było się skusić na pieczoną żabę czy szczura.

Po wizycie w Can Tho i wypłynięciu na targ Cai Rang nasza wycieczka dobiegła końca. Nie wracaliśmy z resztą grupy do Sajgonu, lecz ruszyliśmy w dalszą podróż. Naszym kolejnym celem było miasto portowe Ha Tien. Tym razem postawiliśmy na przejazd lokalnym busem. Podążając więc za wskazówkami google maps udaliśmy się w kierunku dworca autobusowego w Can Tho, żeby złapać jakikolwiek autobus do Ha Tien.

Jeśli nie czytaliście jeszcze pozostałych wpisów z serii o Wietnamie to zapraszam:

  1. Tymczasem w Sajgonie… czyli krótki przewodnik po mieście,
  2. Jak dotrzeć na wyspę Phu Quoc?,
  3. Czy warto odwiedzić wyspę Phu Quoc?
  4. Najdłuższa kolejka linowa na świecie – Phu Quoc,
  5. Zatoka Ha Long – czy jednodniowa wycieczka ma sens?
  6. Hanoi – czy stolica Wietnamu może zachwycić?
  7. Kawa po wietnamsku – krótki przewodnik
  8. Hoi An – 5 rzeczy, które musisz zrobić w mieście lampionów
  9. Jak uszyć sukienkę w Wietnamie w dwa dni?
podpis
NEWSLETTER
Wyrażam zgodę na prze­twa­rza­nie po­da­nych wyżej danych osobowych w celu otrzymywania informacji handlowych, marketingowych i reklamowych. MailChimp ( more information )
Chcesz otrzymywać wartościową wiedzę, porady i opinie wcześniej niż inni? Zapisz się na mój newsletter i odbierz darmowy prezent - podróżną check-listę!
Szanuję Twoją prywatność! Nie będę rozsyłać spamu. W każdej chwili będziesz mógł zrezygnować z otrzymywania newslettera.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: